27 listopada 2022

Strategiczna Rezerwa Ropy Naftowej pokrywa jedynie ułamek zapotrzebowania USA na energię

Wojna między Rosją a Ukrainą pokazuje, jak bardzo niestabilne są paliwa kopalne.

Starając się „ustabilizować” światowe ceny ropy w odpowiedzi na inwazję Rosji na Ukrainę, administracja Bidena wraz z kilkoma krajami Europy i Pacyfiku ogłosiła w tym tygodniu plany sprzedaży 60 milionów baryłek benzyny z krajowych zapasów.

Stany Zjednoczone przekażą 30 milionów baryłek ze Strategicznej Rezerwy Ropy Naftowej, potężnego magazynu paliwa federalnego utworzonego po kryzysie naftowym w latach 70. Rezerwa znajduje się w szeregu podwodnych kawern wzdłuż korytarza petrochemicznego w zachodniej części Zatoki Meksykańskiej i umożliwia Departamentowi Energii USA przechowywanie ropy naftowej, która będzie wydawana w razie przerwania dostaw.

USA uruchomiły rezerwę w listopadzie, gdy pandemiczne zamieszanie sprawiło, że cena baryłki ropy przekroczyła 85 USD, po latach utrzymywania się w okolicach 50 USD. Jednak po inwazji na Ukrainę pod koniec lutego, globalna panika związana z możliwością zamknięcia ogromnych rosyjskich rezerw ropy naftowej spowodowała ponowny wzrost cen. Obecnie baryłka ropy kosztuje ponad 100 USD.

Świat nie nałożył na Rosję bezpośrednich sankcji energetycznych, chociaż eksport paliw przez ten kraj został spowolniony z powodu innych ograniczeń. Tak więc uwolniona ropa nie zastąpi bezpośrednio brakujących dostaw. Jest to jednak pierwszy krok w kierunku, który może być albo przyjęciem większej produkcji ropy naftowej, albo odwrotem od niestabilnych paliw kopalnych.

„To lepsze niż to, co [Biden] robił w przeszłości – nie wzywał do zwiększenia wydobycia” – mówi Kassie Siegel, dyrektor Instytutu Prawa Klimatycznego Centrum na rzecz Różnorodności Biologicznej.

Według obliczeń dyrektora Centrum ds. klimatu, te 30 milionów baryłek odpowiada mniej więcej takiej samej emisji gazów cieplarnianych, jaką emitują cztery elektrownie węglowe pracujące przez rok. Jednak, co ważniejsze, zdaniem Siegela, jest to plaster na ogromne wahania na rynku ropy. „Pozostawiony sam sobie przemysł będzie próbował otworzyć nowe złoża. Wtedy nieuchronnie ceny znów spadną”.

Dlaczego USA polega na zmagazynowanej ropie?

Teoretycznie, amerykańskie firmy zajmujące się paliwami kopalnymi posiadają rezerwy, których potrzebują, aby produkować więcej ropy w odpowiedzi na wysokie ceny. W ciągu ostatnich dwóch lat administracja Bidena wydała więcej federalnych pozwoleń na wiercenia w poszukiwaniu ropy i gazu niż administracja Trumpa w tym samym okresie. Jednak firmy twierdzą, że albo nie mogą, albo nie chcą zwiększać wydobycia ropy w odpowiedzi na rosnące ceny.

W lutowym wywiadzie dla Bloomberga Scott Sheffield, dyrektor generalny jednej z największych firm zajmujących się szczelinowaniem w USA, Pioneer Energy, powiedział, że w ciągu najbliższych kilku lat, pomimo rosnących cen, zamierza rosnąć stosunkowo wolno – najwyżej o 5%. Sheffield powiedział, że Pioneer „pozostanie przy naszym planie (…) bez względu na to, czy cena ropy będzie wynosić 150 USD, 200 USD czy 100 USD”.

„Po prostu nie widzę, aby produkcja amerykańska wniosła taką ilość baryłek, jak w ciągu ostatnich kilku lat” – powiedział. (W jednym z późniejszych wywiadów stwierdził, że firma może być otwarta na zmianę swoich planów w ramach strategii ogólnobranżowej).

Częściowo wynika to z faktu, że firmy wiertnicze nie mogą zdobyć rur stalowych, materiałów wiertniczych i pracowników z powodu niedoborów siły roboczej i problemów z transportem w czasie pandemii. Ale jest to również związane z długotrwałymi trendami w produkcji ropy i gazu w USA. W latach 2014-2020 amerykańskie firmy zajmujące się szczelinowaniem wydobyły ogromne ilości paliw kopalnych, zmieniając kraj z importera ropy w jej eksportera. Jednak w tym czasie cała branża nie była rentowna – mówi Clark Williams-Derry, analityk ds. energii w Instytucie Ekonomii Energii i Analiz Finansowych, który bada proces przechodzenia na odnawialne źródła energii. Szczelinowanie kosztowało więcej, niż firmy mogły zarobić na sprzedaży produktu, a gdy tylko obniżały koszty, spadała również cena ropy.

Na początku pandemii, kiedy nabywcy ropy płacili innym za odebranie im niechcianych baryłek, zbankrutowało 600 amerykańskich firm, które zadłużyły się na łączną kwotę 70 miliardów dolarów.

Teraz, mówi Williams-Derry, „[pozostałe firmy] wyciągnęły wnioski z wielkiego krachu finansowego w branży łupkowej i nie zwiększają produkcji”.

Wręcz przeciwnie, mogą dobrze zarobić na wierceniach, gdy ceny są wysokie – Bloomberg doniósł, że grupy zajmujące się szczelinowaniem były na dobrej drodze do osiągnięcia rekordowych zysków, zanim ceny ropy przekroczyły 100 USD za baryłkę. „Nie chcę nazywać tego spekulacją, ale to jest moment, na który czekali” – mówi Williams-Derry.

Pomimo tych oświadczeń przemysłu naftowego, globalna firma analityczna Rystad Energy przewiduje, że wydobycie ze szczelinowania w USA wzrośnie o około 2 miliony baryłek dziennie w ciągu najbliższego roku, zauważając, że zarówno ExxonMobil, jak i Chevron zasygnalizowały plany rozwoju na polach naftowych w zachodnim Teksasie i Nowym Meksyku.

Ograniczenia strategicznej rezerwy ropy naftowej

Na razie USA pozostają Stany Zjednoczone z rezerwą strategiczną.

Kawerny tej rezerwy są swego rodzaju cudem geologicznym. Zaczynają się od kopuł solnych, pozostałości po zasypanym jurajskim dnie morskim, które przebiły się przez skały powyżej jak grzyby po deszczu. Tak się składa, że kopuły te są źródłem większości złóż paliw kopalnych w Zatoce Perskiej – ropa naftowa i gaz ziemny gromadzą się pod osłoną otaczających je skał. Jednak same złoża zostały wyrzeźbione przez człowieka poprzez zrzucanie wody prosto w dół, do słonych rdzeni.
Mapa cieplna podwodnej geografii.

Według danych Departamentu Energii przeciętna kawerna ma wysokość 2500 stóp i jest na tyle duża, że różnice temperatur między górą a dołem powodują ciągłą cyrkulację ciekłego paliwa. Największa z nich mogłaby pomieścić One World Trade Center z zapasem miejsca.

Gdy ropy jest pod dostatkiem, Departament Energii powoli napełnia kawerny nierafinowaną ropą naftową (firmy naftowe sprzedają ją bezpośrednio do rezerwatu lub wysyłają paliwo w zamian za zapłatę za wiercenia na terenach federalnych). Gdy dostawy są zakłócone, często przez huragan, Departament Energii może wpompować wodę do kawern, wysyłając ropę naftową na powierzchnię w celu jej rafinacji.

W czterech miejscach na wybrzeżu Teksasu i Luizjany w kawernach znajduje się blisko 600 milionów baryłek ropy naftowej – ponad połowa wszystkich krajowych zapasów tego surowca. Energii planuje uwolnić 30 mln baryłek, co stanowi zaledwie ułamek całości, ale jest to również maksymalna ilość, jaką Stany Zjednoczone mogą sprzedać jednorazowo. W listopadzie ubiegłego roku z rezerwy wypompowano 50 mln baryłek, ale większość z nich została wypożyczona, a nie sprzedana.

Obecnie Stany Zjednoczone produkują około 10 milionów baryłek ropy dziennie, co oznacza, że ostatnia zmiana będzie stanowić mniej niż jeden punkt procentowy rocznego wydobycia. Williams-Derry twierdzi jednak, że ceny ropy reagują na stosunkowo niewielkie zmiany w podaży. „Niewielkie procentowe zmiany w magazynach wpływają na ceny – można by pomyśleć, że chodzi o to, że brakuje nam 10%, ale nie. Jeśli brakuje nam tylko odrobiny, handlowcy zaczynają podbijać ceny”.

Przyszłość ropy naftowej w USA

Mimo to, eksperci nie sądzą, że uwolnienie zapasów będzie miało ogromne znaczenie dla ceny ropy, biorąc pod uwagę ogromną niepewność związaną z dostawami rosyjskiej ropy.

„Myślę, że to uwolnienie 30 milionów baryłek było w dużej mierze symboliczne” – mówi Siegel. „Jedynym sposobem na pozbycie się zmienności cen ropy i gazu oraz na ochronę ludzi przed skokami cen i cierpieniem jest rezygnacja z ropy i gazu”.

Nie wszyscy obrońcy klimatu uważają, że wydanie tego dokumentu było złą decyzją. „Popieramy działania prezydenta Bidena mające na celu krótkoterminowe odciążenie energetyczne zwykłych Amerykanów” – pisze Kelly Sheehan, starszy dyrektor ds. kampanii energetycznych w Sierra Club, w bezpośredniej wiadomości na Twitterze. Dodaje jednak, że „temu krokowi powinny towarzyszyć działania mające na celu rozwiązanie szerszego problemu, jakim jest nasza zależność od ryzykownych i niestabilnych paliw kopalnych. Przemysł paliw kopalnych i jego zwolennicy w Kongresie starają się wykorzystać obecny kryzys, aby uzasadnić masową, długoterminową rozbudowę infrastruktury paliw kopalnych, która spowoduje uzależnienie od ropy i gazu na całe pokolenie.”

Siegel zwraca uwagę, że istnieje jeszcze jedno natychmiastowe podejście: Administracja Bidena mogłaby zająć się bezpośrednimi szkodami wynikającymi z wysokich cen ropy naftowej od strony popytu, a nie podaży. „Dać ludziom bezpośrednią pomoc, tak jak zrobił to Kongres w czasie pandemii” – mówi, nawiązując do czeków stymulacyjnych. Jednak, jej zdaniem, jedynym sposobem na uchronienie klientów przed dalszymi wahaniami cen w dłuższej perspektywie jest „odważny plan jak najszybszego wycofania się z rynku ropy i gazu”.

Oznaczałoby to szybkie dostosowanie budynków do warunków atmosferycznych, przyspieszenie przejścia na pojazdy elektryczne oraz nakłonienie producentów do produkowania większej liczby pomp ciepła i innych urządzeń zastępujących infrastrukturę opartą na paliwach kopalnych. W tym właśnie kierunku zmierza Europa, starając się zmniejszyć swoją zależność od rosyjskiego gazu. I choć prawdą jest, że wszystkie te kroki wymagają czasu, to podobnie jest z budową nowych mocy produkcyjnych w zakresie paliw kopalnych.

„Ten tydzień ze Strategiczną Rezerwą Ropy Naftowej nie jest wyznacznikiem przyszłości” – mówi Siegel. Mówi ona również, że inwestorzy i firmy naftowe zainwestowały pieniądze w produkcję paliw kopalnych w stopniu wystarczającym do przekroczenia celów porozumienia paryskiego. Czy USA podwoją produkcję ropy naftowej, czy też przejdą na alternatywne źródła energii – to może być punkt zwrotny.

Dodaj komentarz